Niezwykły eksponat – Eugeniusz Friede
Niezwykły eksponat – Nie mogę narzekać na brak zajęcia. Nie mniej między realizacją zamówień internetowych i załatwianiem miejscowych wędkarzy zdarzają się mniejsze lub większe przerwy. Odrywanie się od podstawowych czynności powoduje zakłócenie rytmu pracy. Nie lubię, jak się za coś zabiorę żebym to musiał zostawić i gonić w inne miejsce. Co innego z pisaniem. Kartkę papieru i długopis można w każdej chwili odłożyć. Zaś w głowie ułożyć sobie dalszą narrację. Moje ostatnie felietony były bardzo krótkie. Kilka zdań, żeby nie zanudzać czytelnika. Tym razem rzecz ma być nieco dłuższa. Wszystko to przez pochwały, jakie zebrałem od osób, do których trafiły wydane drukiem Opowiadania. Zostałem mile zaskoczony, że jednak ludzie czytają. Tylko niektórzy bezmyślnie oglądają obrazki w telewizorze. Bywa, że w dwóch jednocześnie. Jak dalece sięgam pamięcią, to zdarzały mi się różne niewydarzone pomysły. W dzieciństwie błysnąłem wśród rówieśników niekonwencjonalnym sposobem poruszania się zimą. Dorośli mieli sanie ciągnione przez konie, koledzy sanki na sznurku, a ja poruszałem się psim zaprzęgiem. Był to w pełni profesjonalny napęd, gdyż jako pasażer mogłem poruszać się do szkoły lub na zakupy w dowolnym kierunku. Wszystko to dzięki przemyślności i cierpliwości w tresurze moich psów.




















