Strona główna ➡️ Humor Wędkarski ➡️ Absurdy wędkarskie. Śmiać się czy płakać?

Absurdy wędkarskie. Śmiać się czy płakać?

 Z cyklu „Wesoła Wędka”

Absurdy wędkarskie: Dziś pochylimy się nad historiami okołowędkarskimi, które dla jednych będą przypomnieniem, a dla innych odkryciem skali absurdów. Zdarzyły się w różnych miejscach świata i dotyczyły wszystkiego: od śledzi robiących za „radzieckie okręty”, po rekiny, samoloty i lokalne akcje nad Regalicą. Łączy je jedno: ryba i pasja, która potrafi wyłączyć zdrowy rozsądek szybciej niż branie o świcie. Efekt? Sam nie wiesz, czy się śmiać, czy raczej ubolewać.

1. Zdobywca wieloryba, czyli „tańczący z rekinami” (Australia, 2014, Perth)

Wędkujący z łodzi Harrison Williams zauważył na wodzie ogromną „wyspę” z martwego wieloryba. Uznał, że będzie zabawnie pospacerować po truchle, więc wskoczył na nie z łodzi. Nie przewidział jednego: wokół krążyły żarłacze białe. Jeden z rekinów dosłownie centymetr od jego stóp odgryzł wielki kawał mięsa z martwego wieloryba.

Finał: media ochrzciły go „najszczęśliwszym idiotą dekady”.

Morał: jeśli chcesz popisać się swoją odwagą przed znajomymi, to walka swoimi stopami z rekinami to nie najlepszy pomysł.

2. Rekord świata: wędkarz „złowił” samolot (USA, 2014, Pompano Beach)

Na molo w Pompano Beach spinningista zarzucał zestaw nad głową. W trakcie wymachu przynęta i linka zawinęły się o podwozie awaryjnie lądującej Cessny 172, która przelatywała tuż nad molo. Zamiast po wyczuciu potężnego oporu puścić kij, próbował ratować zestaw. Sprzęt był jednak na tyle mocny, że nie pękł od razu. W efekcie Cessna pociągnęła go po wodzie kilkadziesiąt metrów niczym narciarza wodnego, zanim samolot osiadł w morzu. Przez media i miejscowych został okrzyknięty wędkarskim mistrzem świata w łowieniu samolotów.

Morał: jeśli przeciwnik ma skrzydła i bierze w powietrzu, to nie jest to ryba. Lepiej odpuść, zanim pożałujesz.

3. Wojna o „pierdzące śledzie” (Szwecja, 1981–1996, rejon Karlskrony)

Od 1981 r. szwedzka marynarka rejestrowała tajemnicze dźwięki sonarowe, uznawane za sygnatury radzieckich okrętów podwodnych. Przez kilkanaście lat prowadzono kosztowne operacje poszukiwawcze, przekonani, że ZSRR regularnie narusza ich wody. Prawda wyszła na jaw dopiero w 1996 r., gdy biolodzy morscy z Uniwersytetu Sztokholmskiego i Instytutu Badań Obronnych FOI dostali dostęp do nagrań. Ustalili, że źródłem dźwięków były ławice śledzi wydalające gazy. Zjawisko ma oficjalną nazwę FRT (Fast Repetitive Ticks) – szybkie, powtarzalne trzaski powstające, gdy śledzie wypuszczają pęcherzyki gazu z pęcherza pławnego, komunikując się w nocy. Finał: wojsko musiało przyznać, że przez lata tropiło „pierdzące śledzie”, a nie radzieckie U‑booty.

Morał: zanim rozpętasz polowanie na niewidzialnego wroga, skonsultuj podejrzane dźwięki z biologami. Oszczędzisz czas, pieniądze i unikniesz zostania bohaterem szyderczych komentarzy.

4. Pocałunek selfie. Jak zębacz wykonał wędkarzowi korektę twarzy (Wielka Brytania, 2013, Norfolk Broads)

Podczas wyprawy wędkarskiej na Norfolk Broads jeden z brytyjskich spinningistów złowił okazałego szczupaka, którego zamierzał wypuścić. W ramach żartu – naśladując styl Rexa Hunta – pochylił się nad rybą, żeby dać jej „pocałunek selfie” przed powrotem do wody. W momencie zbliżenia twarzy do „kaczego dzioba zębacza” zadziałał odruch obronny ryby. Szczupak otworzył pysk i dziabnął „całuśnika” prosto w policzek wraz z nosem, a szczęki zatrzasnęły się. Anatomia zrobiła resztę: szczupak ma około 700 prawdziwych, szklistych zębów, ustawionych pod kątem do środka gardła. Działają jak jednokierunkowe kolce – każdy ruch głową wbija je głębiej, a nie uwalnia. Wędkarz trafił do Norfolk and Norwich University Hospital z rybą przytwierdzoną do twarzy. Lekarze musieli usuwać szczupaka etapami, żeby nie uszkodzić nozdrzy i przewodów łzowych. Przypadek szybko stał się lokalną legendą i przestrogą dla młodych „selfistów całuśników„.

Morał: jeśli chcesz naśladować legendarnego Rexa Hunta i mieć poklask w mediach społecznościowych, całuj karpia – nie szczupaka. Tak uratujesz swoją twarz i zachowasz nos.

5. Najdroższa kawa nad Regalicą (Polska, Szczecin, rzeka Regalica, wczesne lata 2000)

Klasyk z naszych stron. Listopad, mróz i „logistyczna fantazja”. Żeby wiatr nie zdmuchiwał płomienia, chłopaki odpalili kuchnię gazową w bagażniku auta.

Absurd: gdy świt przyniósł „poezję, czyli brania”, ekscytacja wyłączyła myślenie. Wędkarski instynkt kazał zabrać kawę i biec do kijów, został jeden niuans – zatrzasnęli klapę bagażnika, zostawiając wewnątrz odpalony palnik na butli gazowej.

Finał: auto spłonęło doszczętnie. Wyprawa zakończyła się powrotem PKP – z wędkami pod pachą, słonym rachunkiem za interwencję straży pożarnej i wspomnieniem świetnych brań, które kosztowały tyle, co nowy samochód.

Absurdy wędkarskie: Podsumowanie

Wszystkie te historie pokazują jedno: wędkarstwo jest piękne, o ile idzie w parze z rozsądkiem. Jednak gdy emocje biorą górę nad logiką, robi się z tego kabaret na żywo. I choć czasem trudno zdecydować, czy śmiać się z tego, czy płakać, jedno jest pewne – gdy ludzie nad wodą będą wyłączać myślenie, to takich opowieści do opisywania nigdy nie zabraknie.



Subskrybuj
Powiadom o
guest

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

0 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Przewijanie do góry