Wędkarski amok. Wędkarstwo kojarzy się z odpoczynkiem i kontaktem z naturą, jednak historia zna przypadki, gdy fantazja nad wodą całkowicie wymknęła się spod kontroli. Od całowania ryby, która utknęła w gardle, po namioty zamienione w śmiertelne pułapki. Poniższe zestawienie opiera się na udokumentowanych interwencjach służb ratunkowych oraz potwierdzonych lokalnych relacjach, pokazując, do czego prowadzi brawura.
1. Pocałunek ryby zakończony reanimacją (Wielka Brytania)
W 2017 roku w brytyjskim Bournemouth 28-letni Sam Quilliam złowił niewielką flądrę. Zgodnie z lokalną tradycją chciał ją pocałować przed wypuszczeniem. Śliska ryba wyślizgnęła się z dłoni i wpadła prosto do gardła, całkowicie blokując drogi oddechowe. Mężczyzna doznał zatrzymania krążenia. Przeżył tylko dzięki błyskawicznej reanimacji i interwencji ratowników medycznych, którzy wyciągnęli rybę kleszczami chirurgicznymi dopiero w karetce.
2. Węglowe wędki pod liniami wysokiego napięcia
Włókno węglowe doskonale przewodzi prąd. W statystykach służb w całej Europie regularnie notuje się wypadki śmiertelne lub ciężkie poparzenia, gdy wędkarze przenoszą rozłożone wędki węglowe lub długie tyczki pod napowietrznymi liniami energetycznymi. Do porażenia dochodzi często bez fizycznego kontaktu wędki z przewodem, ponieważ do tragedii wystarczy sam przeskok łuku elektrycznego.
3. Łowienie ryb przy pomocy granatu
W 2012 roku na jednej z rzek w rosyjskim obwodzie nowosybirskim dwóch mężczyzn postanowiło wrzucić bojowy granat do wody prosto z pontonu. Ładunek eksplodował tuż pod powierzchnią wody przy samej burcie, wywracając jednostkę i ogłuszając falą uderzeniową kłusowników. Z wody musieli wyciągać ich świadkowie zdarzenia.
4. Wędkarski amok. „Nie puszczę, bo sprzęt był drogi”
W mediach branżowych i raportach służb ratunkowych cyklicznie opisywane są wypadki z udziałem dużych drapieżników. Wędkarze, bojąc się utraty cennego sprzętu po zacięciu marlina czy tuńczyka, owijają plecionkę wokół dłoni lub nadgarstka. Efektem są połamane kości śródręcza, a nierzadko błyskawiczne wciągnięcie człowieka do oceanu.
5. Ryba holująca kajak przez kilka kilometrów
Służby ratunkowe wielokrotnie podejmowały z otwartych wód wędkarzy kajakowych. Zjawisko to występuje po zacięciu dużego rekina lub innej silnej ryby, która zaczyna holować lekki kajak. Wędkarze zamiast odciąć linkę, próbują zmęczyć zdobycz i tracą orientację, a po odpłynięciu kilku kilometrów od brzegu muszą wzywać pomoc przy użyciu flar ratunkowych.
6. Szczelny namiot i piecyk gazowy
Departamenty zasobów naturalnych w północnych stanach USA co sezon notują śmiertelne przypadki zaczadzeń. Wędkarze szczelnie obsypują brzegi namiotów śniegiem, całkowicie odcinając wentylację, po czym odpalają wewnątrz piecyki propanowe. Służby medyczne rutynowo ewakuują z lodu osoby w stanie głębokiego zamroczenia tlenkiem węgla.
7. Skok do lodowatej rzeki za uciekającą wędką
Zgłoszenia o wędkarzach wchodzących jesienią do rwących rzek za wciągniętym przez rybę sprzętem to stały punkt jesiennych interwencji strażaków PSP. Grube ubranie i wodery wypełniają się wodą. W silnym nurcie taki balast drastycznie ogranicza ruchy, a wyjście na stromy i śliski brzeg staje się często niemożliwe. Człowiek błyskawicznie traci siły, co niejednokrotnie kończy się walką o życie i akcją ratunkową.
8. „Jeszcze chwilę posiedzę” na odrywającej się krze
Podczas ewakuacji wędkarzy podlodowych z odrywającego się lodu na Zatoce Puckiej czy Zalewie Wiślanym ratownicy SAR i strażacy notorycznie spotykają się z oporem. Ratowani wędkarze odmawiają wejścia na pokład i żądają najpierw zapakowania ich sprzętu oraz sanek, twierdząc, że przecież ryby wciąż dobrze biorą.
9. Wjazd samochodem na zamarznięte jezioro
Komendy policji na Pojezierzu Mazurskim każdego roku interweniują wobec kierowców, którzy wjeżdżają autami osobowymi na lód, aby nie nosić sprzętu do przerębli. Tafla załamuje się pod ciężarem pojazdu. Właściciel traci auto, ponosi ogromne koszty wydobycia wraku przez specjalistyczny dźwig i nurków, a dodatkowo otrzymuje surowe kary finansowe za skażenie wody.
10. Wypływanie na falę zabawkowymi pontonami z marketu
Interwencje ratowników WOPR wobec wędkarzy na sprzęcie plażowym to stały punkt sezonu między innymi na jeziorze Dąbie czy Miedwie. Pontony z cienkiego materiału, przeznaczone do rekreacji tuż przy brzegu, nie mają szans przy nagłym załamaniu pogody na dużej fali. Wędkarze z plastikowymi wiosełkami nie są w stanie wrócić pod wiatr, a akcje służb ratownictwa wodnego to często jedyny ratunek przed utonięciem.
11. Z życia wzięte: gotowanie kawy w bagażniku na Cegielince
Historia pochodzi prosto z kronik Zachodniopomorskiego Portalu Wędkarskiego i wydarzyła się ponad 20 lat temu na Cegielince w Szczecinie. Miało to miejsce w czasach, zanim jeszcze Okręg PZW Szczecin ustanowił tam zimową ostoję ryb, wyłączając ten odcinek z wędkowania w okresie zimowym i wczesnowiosennym. W tamtym okresie późną jesienią na to łowisko zjeżdżali wędkarze z całej Polski, docierając nawet autobusami z Bydgoszczy, Gorzowa czy Poznania. Łowisko słynęło z ogromnej morskiej płoci o wadze od 0,5 do 1,5 kg. Trwał prawdziwy szał i wojna o najlepsze miejscówki.
Jedna z ekip przyjechała z daleka, zajęła stanowisko jeszcze wieczorem i pilnowała go przez całą listopadową noc, aby o świcie natychmiast rozpocząć łowienie. Żeby osłonić się przed wiatrem i zrobić ciepłą kawę, wędkarze odpalili turystyczną butlę gazową bezpośrednio w bagażniku auta. Gdy nastał świt i ryby zaczęły brać, wpadli w wędkarski amok. Jeden z nich złapał gorącą kawę, rzucił się do wędki i z rozmachem zatrzasnął klapę. W zamkniętym bagażniku została paląca się butla, przez co samochód poszedł z dymem, a wędkarze do domu wracali pociągiem. To najlepszy dowód na to, jak wędkarska gorączka potrafi całkowicie wyłączyć zdrowy rozsądek.
Patrząc na te historie, trudno nie odnieść wrażenia, że największym zagrożeniem nad wodą bywa nie pogoda, lód czy nurt rzeki, ale sam człowiek. A wy? Jakie były najbardziej absurdalne sytuacje, które widzieliście na naszych łowiskach? Piszcie w komentarzach.




