Odrobina PRL-owskiej ironii – Jak PZPR budowała PZW, a PZW PZPR?

Wędkarstwo jako narzędzie propagandy i budowy socjalizmu?
W dziale „Wędkarskie Refleksje” rozpoczynamy nowy cykl poświęcony roli wędkarstwa w systemie propagandowym PRL. Dla wielu młodych ludzi może to brzmieć absurdalnie – trudno im będzie uwierzyć, że hobby takie jak wędkowanie mogło zostać wciągnięte w machinę ówczesnej propagandy wraz z całym środowiskiem jego entuzjastów. Zamiast liczyć robaki, wędkarze zbierali się na zebraniach, dyskutowali i… uprawiali politykę. W praktyce była to jednak komunistyczna propaganda i agitacja, której celem było kształtowanie „świadomego” obywatela na chwałę proletariatu.
Zdarzało się, że przeciętni wędkarze zostawali prezesami kół i zaczynali się politycznie nakręcać. Bywało, że po walnym zebraniu i wyborze nowego prezesa jego małżonka już następnego dnia chwaliła się tym w sklepowej kolejce i w pracy – jakby chodziło co najmniej o wybory pierwszego sekretarza wojewódzkiego. Sam zainteresowany zmieniał się nie do poznania, podświadomie dając otoczeniu do zrozumienia, że otrzymał od partii władzę – i że teraz naprawdę ma sprawczą moc.
W rzeczywistości, zgodnie z doktryną marksistowsko‑leninowską, PZPR tworzyła organizacje społeczne pełniące funkcję ideologicznego zaplecza. Podobnie jak ZSMP czy ZMW, które zrzeszały młodzież i ukierunkowywały ją na socjalistyczny model życia, powstawały związki kontrolowane przez partię – także te skupiające miłośników wędkarstwa.
Tworzono tzw. „wylęgarnie ideologiczne” – organizacje, które można było nadzorować i wykorzystywać do kształtowania postaw obywatelskich zgodnych z linią partii. W ramach tej strategii powoływano kolejne „Polskie Związki”, których nazewnictwo prawdopodobnie nawiązywało do Związku Radzieckiego. Proces rozpoczęto od związków sportowych, a następnie objął on inne formy aktywności społecznej, w tym zbieractwo, łowiectwo i wędkarstwo. Do dziś ludzie, którzy pamiętają tamten okres choćby z dzieciństwa, twierdzą, że PRL‑owski związek zaczynający się na „P” kojarzy się z „postkomuną lub przekrętami”.
Wystarczyło, by dana forma aktywności zyskała ogólnokrajowy zasięg, aby mogła zostać przekształcona w kolejną organizację podporządkowaną partii.
Narodziny PZW – Gdy komuniści przejęli wędkarstwo
W 1950 roku komuniści przeprowadzili czystkę w przedwojennym Związku Sportowych Towarzystw Wędkarskich (ZSTW). Stare struktury rozwiązano, a na ich gruzach powołano jednolity Polski Związek Wędkarski (PZW). Majątek, wody oraz działające po wojnie towarzystwa, kluby, stowarzyszenia, sekcje, oddziały i okręgi – wszystko przejęto centralnie. Zamiast luźnych, często elitarnych i przedwojennych towarzystw z „kindersztubą” powstała masowa, scentralizowana organizacja, która w krótkim czasie urosła do 500-600 tys. członków.
Skąd taki boom? Bo bez karty PZW i zezwolenia wędkowanie stało się de facto nielegalne na większości wód – klasyczny przykład przymusowego „socjalistycznego sportu masowego”.
W zamian za wsparcie PZW oferowało partii coś bardzo cennego:
masowe zebrania – koła PZW były jednym z nielicznych miejsc, gdzie ludzie spotykali się poza pracą i domem. Tam agitowano, wybierano „słusznych” prezesów (często milicjantów, działaczy PZPR lub TW), czytano referaty o Leninie i pokoju na świecie,
kontrolę nad czasem wolnym -wędkarz siedział nad wodą, a nie na spotkaniach opozycji,
propagandę sukcesu -„patrzcie, jak socjalizm rozwija sport masowy! Rekordowa liczba członków!”,
nomenklaturę na dole – w kołach i okręgach PZW zasiadało mnóstwo osób z legitymacją partyjną, co ułatwiało kontrolę lokalną,
rywalizację i masowe zawody – wprowadzono masowe zawody, wewnętrzną rywalizację z czasem nazwaną „sportem”, która miała kreować lokalnych „mistrzów” z robotników, kolejarzy, pocztowców i innych zwykłych członków PZW – tak jak wymagała tego socjalistyczna wizja aktywnego obywatela.
Indoktrynacja odbywała się na zebraniach, spotkaniach terenowych oraz wydarzeniach organizowanych przez lokalne struktury. Związek przyjął formę hybrydową – jego centralne kierownictwo było ściśle powiązane z władzami PZPR i realizowało ich wytyczne. Struktura organizacyjna PZW przypominała model partyjny: istniały organizacje wojewódzkie wykonujące polecenia naczelnych z Warszawy, a pod nimi funkcjonowały lokalne koła, tworzone wszędzie tam, gdzie zbierała się grupa wędkarzy. Nawet niewielkie skupiska regionalnych „moczykijów” stawały się podstawą do powołania kolejnych jednostek terenowych, w których odbywały się zebrania i pogadanki.
Początkowo na zebraniach PZW zwracano się do siebie: „Towarzyszu”, „Towarzysze” i „Towarzyszki” w wielu organizacjach społecznych, zwłaszcza podporządkowanych państwu, formy te funkcjonowały jako oficjalny język zebrań. Z czasem, szczególnie od lat 70., gdy entuzjazm wobec „przyjaciół ze wschodu” stopniowo wygasał, zwroty te zaczęły zanikać, a ich miejsce zajęła forma „Kolego, Koledzy i Koleżanki”. W późnym PRL stała się ona wygodnym, nieideologicznym zamiennikiem dla „Towarzysza”, dlatego utrwaliła się w środowiskach związkowych i stowarzyszeniowych. Do dziś można ją usłyszeć zwłaszcza wśród starszych działaczy – częściej z przyzwyczajenia niż z powodów politycznych.
Obecnie na spotkaniach stowarzyszeniowych w zupełności wystarczy zwrócić się: „Drodzy Wędkarze, Szanowni Państwo, Miłe Panie i Panowie”, ponieważ zwrot „kolega” odnosi się raczej do osoby dobrze nam znanej (kolegę wybierasz sobie sam, a nie wybiera go za Ciebie stowarzyszenie) i pasuje bardziej do sytuacji towarzyskich, jak choćby zaproszenie znajomych na grilla czy piwo. Jego używanie na zebraniach może niekiedy wywoływać skojarzenia z dawnym duchem socjalizmu i sugerować pewną nostalgię prelegenta za minionym „Towarzyszem”.
Z przymrużeniem oka spójrzmy, co w tamtych czasach pisała tuba propagandowa PZW. Jest rok 1951, a PZPR ma się dobrze – mocno pobudzona i podbudowana do dalszego rozwoju pierwszym zjazdem, który odbył się w grudniu 1948 roku. Na podstawie archiwalnego numeru WW z tamtego okresu przyjrzyjmy się, jak chłopaki „z czapy”, wspierani przez swoich pismaków, podgrzewali wędkarskie umysły tamtych lat:
Lenin – najwybitniejszy wędkarz swojej epoki?
„Jest rok 1951…” – ideowy wstęp
„Jest rok 1951 – PZW staje się jednym z czynników włączających wędkarzy do ideologicznego rozwoju i budownictwa socjalistycznego”.
Na pierwszej stronie numeru „Wiadomości Wędkarskich” (R. VIII, nr 1-2, styczeń-luty 1951, s. 1-2, wstęp „LENIN”) redakcja otwiera publikację ideowym akcentem, poświęconym 27. rocznicy śmierci Włodzimierza Lenina. Już od pierwszych linijek ton pisma wyznacza kierunek zgodny z obowiązującą linią polityczną.
„Masy pracujące całego świata obchodziły uroczyście 27-mą rocznicę śmierci Wielkiego Lenina… Polska Ludowa, która pod przewodnictwem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej wprowadza w życie idee Lenina, budując fundamenty socjalizmu…” (WW, R. VIII, nr 1-2, 1951, s. 1)
Spróbujmy zrozumieć, dlaczego akurat Lenin znalazł się na pierwszej stronie gazety dla „moczykijów”. Może to wcale nie była propaganda PZPR? Może czegoś o nim nie wiemy? Może umknął historykom pewien istotny fakt: Lenin – najwybitniejszy wędkarz swojej epoki, potajemnie doceniany przez PZW? Dlatego właśnie największa ówczesna gazeta wędkarska umieszczała go na swoich pierwszych stronach.
Stąd pewnie wniosek redakcji WW: skoro tak doskonale łowił, to musiał być najwybitniejszym wędkarzem tamtej epoki – dajmy go więc na czołówkę?
Na chłodno spróbujmy więc zagłębić się w historyczne fakty dotyczące tego, co Włodzimierz Iljicz Lenin rzekomo zrobił dla socjalistycznego wędkarstwa – a oto, co pojawiało się w literaturze i wspomnieniach z tamtego okresu.
1. Lenin jako zapalony wędkarz na Syberii
Źródło: wspomnienia najbliższych współpracowników i samego Lenina.
Nadieżda Krupska, żona Lenina, w swoich pamiętnikach opisuje jego syberyjskie lata:
„Nad Szuszą była mała rzeczka, pełna małych rybek, które Włodzimierz Iljicz łowił z wielką pasją. Często też chodziliśmy nad Jenisej, potężną, wspaniałą rzekę, która dawała mu dużo więcej radości z wędkowania”.
N.K. Krupska, Wspomnienia o Leninie, Książka i Wiedza, Warszawa 1971, s. 30.
2. Lenin w Galicji – wędkarz pod obserwacją
Źródło: raporty policyjne i wspomnienia mieszkańców.
Podczas pobytu w Galicji w latach 1912-1914 Lenin również oddawał się swojej pasji. Miejscowy żandarm, który miał go pod obserwacją, raportował:
„Uljanow […] w czasie wolnym oddaje się spacerom po okolicy i wędkarstwu w miejscowym potoku”.
Archiwum Państwowe w Krakowie, zespół: Dyrekcja Policji, sygn. 700, k. 13.
(Cyt. za: Paweł Hulka, Lenin w Krakowie i na Podhalu, „Dzieje Najnowsze”, R. XV, 1983, s. 19).
3. Wędkarstwo jako przykrywka konspiracyjna
Źródło: wspomnienia bolszewickiego działacza.
Gieorgij Piatakow wspomina, że pasja Lenina była na tyle znana, iż wykorzystywano ją w działalności konspiracyjnej:
„Iljicz wymyślił, że najlepszą przykrywką dla naszych spotkań konspiracyjnych będzie wędkowanie. Siedzieliśmy z wędkami nad brzegiem jeziora [w Finlandii] i dyskutowaliśmy o przygotowaniach do zbrojnego powstania, podczas gdy dla ewentualnych obserwatorów wyglądaliśmy na dwóch niczym nie wyróżniających się wędkarzy”.
G.L. Piatakow, Wstrieczi s Leninem, w: Wospominanija o Władimirie Iljiczu Leninie, t. 2, Moskwa 1957, s. 112.

Po Leninie czas na planowanie i przedstawienie nowej strategii wyznaczającej przyszły kierunek PZW.
Co można dalej wyczytać z WW nr 1-2, 1951?
Zadania PZW w Planie 6‑letnim. Rybactwo śródlądowe jako gałąź gospodarki socjalistycznej
Rybactwo śródlądowe, przed 1939 rokiem zaniedbane i pozbawione planowych ram organizacyjnych, zostało w Polsce Ludowej podporządkowane Ministerstwu Rolnictwa i Reform Rolnych. Przekazanie jezior i stawów w większości Państwowym Gospodarstwom Rybackim (PGR), a rzek oraz wód nieobjętych przemysłem rybackim – głównie rzek śródlądowych – Polskiemu Związkowi Wędkarskiemu (PZW) stworzyło podstawę do prowadzenia racjonalnej i planowej gospodarki rybnej.
„Przejmując w użytkowanie rzeki i wody nieobjęte przemysłową eksploatacją rybacką, PZW wziął na siebie cały ciężar odpowiedzialności za właściwe zorganizowanie gospodarki na przejętych wodach.”
(WW, R. VIII, nr 1-2, 1951, s. 2)
Ochrona i straż rybacka
Wody wcześniej dzierżawione przez prywatnych użytkowników były – według narracji przedstawionej w WW z 1951 roku – w większości zdewastowane. PZW rozpoczął akcję zarybieniową i ochronną, wskazując kłusownictwo jako jedną z głównych plag rzek. Taki obraz sytuacji był zresztą bardzo wygodny: zarówno PZW, jak i PZPR potrzebowały uzasadnienia dla centralizacji zarządzania wodami oraz rozbudowy własnych struktur.
„Również powiększenie straży rybackiej o 450 ludzi w 1951 r. zmusi kłusowników do zaprzestania uprawiania niedozwolonego procederu, uchroni rybostan rzek od dalszej dewastacji i wpłynie dodatnio na podniesienie stanu zarybienia rzek.”
(WW, R. VIII, nr 1-2, 1951, s. 2)
Mamy rok 2026 – po latach widzimy efekty tego „historycznego” zarybiania oraz powiększenia straży rybackiej nad naszymi wodami. Trudno oprzeć się wrażeniu, że oczekiwania z 1951 roku i rzeczywistość rozeszły się w zupełnie przeciwnych kierunkach.
„Koń, jaki jest, każdy widzi” (Benedykt Chmielowski, Nowe Ateny , Lwów 1745, t. I, s. 475).
Zanieczyszczenie i interwencja
Trzecią plagą rzek było ich zanieczyszczenie -brak osadników przy zakładach przemysłowych powodował masowe zatrucia. PZW przystąpił do generalnej akcji ochronnej, współpracując z Państwową Radą Ochrony Przyrody i zainteresowanymi ministerstwami.
„Ważnym jest również fakt zanikania w naszych wodach wysokowartościowych gatunków ryb jak: łosoś, pstrąg, lipień, a nawet szczupak, który jest bardzo pożądaną rybą w niektórych rzekach nizinnych.”
(WW, R. VIII, nr 1-2, 1951, s. 3)
Produkcja i rynek
PZW włączono do państwowego planu gospodarczego i zobowiązano do dostarczania określonych ilości ryby handlowej. Rozpoczęto komercyjne odłowy na wodach PZW.
„Niemniej jednak zaplanowany przez Ministerstwo Rolnictwa i RR kontyngent ryby handlowej będzie wykonany i poważne ilości ryby konsumpcyjnej zostaną dostarczone Centrali Rybnej.”
(WW, R. VIII, nr 1-2, 1951, s. 2)„W globalnej sumie masa towarowa wzrośnie o 2500 ton. Pozwoli to na rzucenie na rynek ponad 2000 ton ryby konsumpcyjnej, bez uszczerbku dla gospodarki rybnej.”
(tamże)
Zarybianie i infrastruktura
„W posiadanych przez PZW ośrodkach i bazach zarybieniowych w 1951 r. wyprodukowane zostanie o 30% więcej materiału zarybieniowego niż w roku 1950.”
(WW, R. VIII, nr 1-2, 1951, s. 2)„Zdolność produkcyjna wylęgarni i baz zarybieniowych w roku 1955 wzrośnie o 100% w stosunku do roku 1949.”
(tamże)
Demokratyzacja i umasowienie
„Polski Związek Wędkarski przeszedł w 1950 r. silny kryzys organizacyjny. Z szeregu Towarzystw wędkarskich, luźno ze sobą powiązanych, stał się organizacją zwartą, demokratyczną, dostępną dla każdego człowieka pracy.”
(WW, R. VIII, nr 1-2, 1951, s. 3)
Związek zrzeszał około 100 000 członków i przewidywał wzrost do 180 000 w ramach Planu 6‑letniego. Obniżenie składek członkowskich uznano za niekorzystne dla gospodarki wodnej.
Składki – PZW apeluje do podległych kół, nie obniżajcie składek członkowskich.
Jak można zauważyć, czytając WW, R. VIII, nr 1-2 z 1951 r., w tamtym okresie odwoływano się do sumienia zarządów kół PZW, apelując, by nie obniżały składek członkowskich. Ukazywało to wyraźnie brak jednomyślności oraz ograniczoną sprawczość warszawskiej wierchuszki wobec poszczególnych kół w terenie, a także zbieżność interesów w pionie organizacji – „góra” dbała o portfel, a „dół” o interes pojedynczego członka.
Ostrzeżenie redakcyjne: nie obniżać opłat
W artykule „Zadania PZW w Planie 6‑letnim” redakcja przestrzega przed pochopnym obniżaniem składek, co koła mogłyby zrobić poprzez walne zebrania i uchwały:
„Obniżenie składek, a przede wszystkim dopłaty za spinning, ograniczające w znacznej mierze działania PZW na udział w rzekach.”
(WW, R. VIII, nr 1-2, 1951, s. 3)
Podkreślono, że większość wpływów ze składek przeznaczana jest na:
„[…] podstawowy materiał zarybieniowy, rozbudowa i powstanie wylęgarni.”
Zgodnie z tymi wytycznymi i realizacją planów – dziś to naszych rybnych wód powinien zazdrościć nam cały świat. Polacy, szukając wędkarskiej przygody, nie powinni wyjeżdżać do Szwecji, Norwegii, Finlandii, Islandii czy Czarnogóry, bo to Szwedzi, Norwegowie, Finowie, Islandczycy i Czarnogórcy powinni przyjeżdżać na polskie łowiska – jedne z najlepszych w Europie.
Zadania PZW w Planie 6‑letnim – lista celów
„Plan 6‑letni nakłada na PZW następujące zadania:”
(WW, R. VIII, nr 1-2, 1951, s. 3)
a) Podniesienie stanu zarybienia rzek i racjonalne ich zagospodarowanie
b) Zorganizowanie należytej ochrony rzek przed kłusownictwem i zanieczyszczeniem
c) Przestawienie pogłowia ryb na gatunki wysokowartościowe
d) Dostarczenie na rynek wielkiej ilości ryby konsumpcyjnej dla świata pracy
e) Udostępnienie ludziom pracy zdrowego wypoczynku nad wodą
f) Wychowanie 180 000 członków na wędkarzy‑sportowców poprzez szkolenie społeczno‑polityczne i sportowo‑wędkarskie
Klamra ideowa
„Realizując powyższe zadania, PZW staje się jednym z czynników, włączających zrzeszonych w nim wędkarzy do budownictwa socjalistycznego.”
(WW, R. VIII, nr 1-2, 1951, s. 3)
Podsumowanie – wędkarz, polityka i wieczne „plany naprawcze”
To, co mogliśmy z humorem wyczytać z WW z 1951 roku, unaocznia, jak PRL z precyzją i znakomitą perfekcją potrafił wciągnąć i zaangażować wędkarza, jego otoczenie, a nawet robaka na haczyku w tryby ówczesnej polityki. Czy tylko my odnosimy wrażenie, że lata poleciały, ludzie na stanowiskach się pozmieniali, a problemy pozostały dokładnie te same – wciąż czekające na rozwiązanie? Trochę jak u drogowców, którzy idąc z remontem do przodu, po roku wracają naprawiać to, co naprawili wcześniej. I tak w kółko, by żyło nam się lepiej.
A na deser – cytat z mediów społecznościowych, który chyba najlepiej opisuje naszą rzeczywistość nad wodą: „PRL upadł, propaganda zardzewiała, a wędkarze dalej czekają na te rybne łowiska, które obiecywano im od początku powstania PZW. Minęły dekady, zmieniły się opłaty i prezesi, a efektów jak nie było, tak nie ma.”
„Bzdurą jest twierdzenie, że w wodach PZW nie ma ryb. Jest ich mnóstwo – to wędkarze najzwyczajniej nie potrafią ich złowić.”
Artykuł na podstawie materiałów z Jagiellońskiej Biblioteki Cyfrowej (JBC), Wiadomości Wędkarskie R. VIII, nr 1-2/1951 oraz innych materiałów archiwalnych.










