Brutalny połów z roweru wodnego
Do zdarzenia doszło pod koniec tygodnia (najprawdopodobniej 29–30 maja). Sprawcy, ignorując zakaz łowienia ze sprzętu pływającego na tym akwenie oraz obowiązujący do 31 maja okres ochronny suma, wypłynęli na środek jeziorka wynajętym rowerem wodnym. Po zacięciu i wyholowaniu giganta ważącego około 40 kg wyciągnęli go na betonowe nabrzeże na oczach licznych spacerowiczów, w tym dzieci.
Świadkowie byli przekonani, że – zgodnie z lokalną tradycją i zasadą „złów i wypuść” – ryba zostanie zmierzona, sfotografowana i wróci do wody. Stało się inaczej. Mimo protestów tłumu, sum został przeciągnięty po chodniku i żywy wciśnięty do bagażnika samochodu osobowego. Sprawa szybko obiegła media społecznościowe.
„Wczoraj była nie lada gratka nad Balatonem, został złowiony wielki Potwór Sum 173 cm. Niestety, jak się później okazało, w okresie ochronnym do 31 maja, a odjechał spakowany do bagażnika”.
Dzięki nagraniom świadków i monitoringowi miejskiemu policjanci z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VII (ul. Grenadierów) szybko namierzyli sprawców. Zatrzymano 57-letniego obywatela Ukrainy. Mężczyzna odpowie za kłusownictwo (połów w okresie ochronnym) oraz najprawdopodobniej za znęcanie się nad zwierzęciem.
Głos w sprawie zabrał radny dzielnicy Praga-Południe Marek Borkowski, który złożył oficjalne zawiadomienie:
„To barbarzyństwo i jawne kłusownictwo. Otrzymałem sygnały od wędkarzy, którzy od lat dbają o Balaton i traktowali tego suma jak część naszego lokalnego dziedzictwa. Złowienie go w okresie ochronnym, pozowanie do zdjęć i wywiezienie w bagażniku to nie jest wypadek przy pracy – to celowe złamanie prawa.”
Lekcja pokory dla całego środowiska
Polskie środowisko wędkarskie w ostatnich latach mocno ewoluowało. Coraz szerzej przyjęta jest zasada Catch & Release, dbałość o okresy ochronne i traktowanie wielkich okazów jako pomników przyrody, a nie źródła mięsa. Tym bardziej bolesna jest taka sytuacja na własnym podwórku.
Warto jednak pamiętać, że problem „mięsiarskiego” podejścia nie jest nowy ani nie dotyczy wyłącznie jednej narodowości. Na przełomie lat 90. i 2000., w czasach masowej emigracji, brytyjskie i niemieckie media oraz fora wędkarskie często pisały o problemach z częścią polskich wędkarzy, którzy traktowali zachodnie wody jak „darmowy sklep rybny”. Pojawiały się doniesienia o zabieraniu dużych okazów karpi, sumów czy linów, które na Wyspach uznawano za ryby sportowe. To wtedy nad brytyjskimi łowiskami można było spotkać słynne, upokarzające dla nas tablice ostrzegawcze: „POLISH PEOPLE, PLEASE DO NOT EAT THE FISH” (Polacy, prosimy nie jeść ryb).
Dziś role się odwróciły. To my jesteśmy zszokowani podobnym zachowaniem na własnym terenie. I to my musimy konsekwentnie egzekwować prawo oraz promować kulturę szacunku do wód i ryb – bez wyjątków, niezależnie od narodowości sprawcy.
„Legenda z Balatonu” nie wróci. Pozostaje mieć nadzieję, że jej historia przynajmniej przyczyni się do tego, by podobnych incydentów było jak najmniej.




